Mieszkańcy pokazali prezydentowi czerwoną kartkę. Politycy nie mogą już się czuć bezkarnie. Zwycięstwo lokalnej demokracji.

To niewątpliwie prawdziwa narracja, ale opowiada prawdopodobnie tylko połowę historii. Obawiam się, że czekają nas lata "referendozy", która może mieć więcej negatywnych skutków, niż pozytywnych.

1. To co pokazał przykład Krakowa w porównaniu do np. niedoszłych referendów we Wrocławiu, to jak bardzo liczy się kasa. Jeśli ktoś wyłoży kilka baniek na kampanię referendalną, to prawdopodobnie się odbędzie i z dużym prawdopodobieństwem będzie skuteczne. Co otwiera różnym lokalnym oligarchom nieco bezprecedensowy wpływ na władzę.

2. Upada kruchy porządek wprowadzania niepopularnych zmian. Obecnie niepisana zasada kazała wprowadzać takie przez pierwsze dwa lata kadencji, a potem już praktycznie nowa kampania, więc trzeba wyciszać. Teraz "bezpiecznym" okresem na takie zmiany staną się chyba tylko ostatnie miesiące drugiej kadencji. Może to oznaczać koniec mozolnego oddawania miast mieszkańcom i konieczność całkowitej kapitulacji przed najgłośniejszymi grupami, jak kibice, kierowcy, konfederaci. I jeszcze się nam to wszystko odbije mocną czkawką.

Choć może to zwykłe czarnowidztwo i się mylę. Obym się mylił.

Follow

@pablo decyzje tak niepopularne, że skłonią ludzi do ruszenia tyłków i zagłosowania na referendum na nie, ale praktycznie nikogo do zagłosowania na tak, powinny skutkować dymisją zgodnie z ideałami demokracji. Nie po to ludzie wybierają swojego przedstawiciela, żeby ich potem zdradził.

Kampania referendalna tylko daje opcję, w przypadku decyzji które nie mają aż takiego powszechnego sprzeciwu powinna poskutkować wyłącznie zmarnowaniem czasu i pieniędzy organizatorów i odrobiny czasu mieszkańców.

Sign in to participate in the conversation
Qoto Mastodon

QOTO: Question Others to Teach Ourselves
An inclusive, Academic Freedom, instance
All cultures welcome.
Hate speech and harassment strictly forbidden.